HISTORIA CHOROBY
26 października 2012 - to właśnie wtedy dowiedziałam się, że mam raka, a konkretnie ostrą białaczkę limfoblastyczną. Zaczęło się od tego, że przez kilka dni gorączkowałam do ponad 39* C. Mama poszła ze mną do lekarza rodzinnego. Pani doktor zbadała mnie z każdej strony i nie umiała powiedzieć co mi dolega. Wpisała skierowanie na podstawowe badania z krwi (morfologia, biochemia, CRP). Wynik był tego samego dnia. Po odebraniu go, ponownie poszłam z mamą do pani doktor, a ona przeraziła się nim i dała skierowanie do szpitala. Mieszkam blisko Legnicy, więc pojechaliśmy do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy, gdzie ponownie pobrano mi krew, wykonano podstawowe badania, po których lekarz dyżurny powiedział, że konieczne jest wykonanie punkcji szpiku, ale w tym szpitalu nie było to możliwe, więc mnie i mamę przewieziono do Katedry i Kliniki Onkologii i Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu.
Dojechaliśmy tam późnym wieczorem. Pani doktor, która miała dyżur na izbie przyjęć zbadała mnie i wysłała na oddział 4, gdzie panie pielęgniarki (po raz 3 tego dnia) pobrały mi krew i zaprowadziły na salę.
Następnego dnia rano wykonano mi punkcję szpiku, której wynik potwierdził że mam Ostrą białaczkę limfoblastyczną.
Pani doktor powiedziała że od razu trzeba zacząć leczenie (chemioterapię), ale najpierw trzeba założyć wkłucie centralne. Założono mi je w udzie. Takie wkłucie można mieć przez kilka tygodni, a ja miałam tylko 2 dni z powodu zatoru żyły udowej. Wkłucie usunięto, a ja musiałam brać leki aby zlikwidować zator. Na początku dostawałam sterydy i pierwszy cykl chemii, którą znosiłam dobrze. Po kilku dniach chemioterapii i sterydów powikłaniem była cukrzyca posterydowa (takową miałam 2 razy).
Od momentu trafienia do wrocławskiego szpitala spędziłam w nim ponad 2 miesiące, aż pewnego pięknego dnia nadeszła chwila gdzie mogłam pojechać na kilka dni do domu. Po dwóch dniach znowu wróciłam do wrocławskiej kliniki, gdzie przywitał mnie nowy lekarz prowadzący i tak w koło Macieja - szpital - kilka dni w domu i znowu szpital.
Chemię znosiłam dobrze, chociaż była taka jedna po której źle się czułam. Po chemii zaczęły też wypadać mi włosy, ale nie był to dla mnie żaden problem, wręcz przeciwnie, cieszyłam się z tego. Zadowalał mnie fakt, że mogłam zobaczyć się w każdej długości włosów. A drugiej strony włosy to nie zęby - ODROSNĄ!
Dojechaliśmy tam późnym wieczorem. Pani doktor, która miała dyżur na izbie przyjęć zbadała mnie i wysłała na oddział 4, gdzie panie pielęgniarki (po raz 3 tego dnia) pobrały mi krew i zaprowadziły na salę.
Następnego dnia rano wykonano mi punkcję szpiku, której wynik potwierdził że mam Ostrą białaczkę limfoblastyczną.
Pani doktor powiedziała że od razu trzeba zacząć leczenie (chemioterapię), ale najpierw trzeba założyć wkłucie centralne. Założono mi je w udzie. Takie wkłucie można mieć przez kilka tygodni, a ja miałam tylko 2 dni z powodu zatoru żyły udowej. Wkłucie usunięto, a ja musiałam brać leki aby zlikwidować zator. Na początku dostawałam sterydy i pierwszy cykl chemii, którą znosiłam dobrze. Po kilku dniach chemioterapii i sterydów powikłaniem była cukrzyca posterydowa (takową miałam 2 razy).
Od momentu trafienia do wrocławskiego szpitala spędziłam w nim ponad 2 miesiące, aż pewnego pięknego dnia nadeszła chwila gdzie mogłam pojechać na kilka dni do domu. Po dwóch dniach znowu wróciłam do wrocławskiej kliniki, gdzie przywitał mnie nowy lekarz prowadzący i tak w koło Macieja - szpital - kilka dni w domu i znowu szpital.
Chemię znosiłam dobrze, chociaż była taka jedna po której źle się czułam. Po chemii zaczęły też wypadać mi włosy, ale nie był to dla mnie żaden problem, wręcz przeciwnie, cieszyłam się z tego. Zadowalał mnie fakt, że mogłam zobaczyć się w każdej długości włosów. A drugiej strony włosy to nie zęby - ODROSNĄ!
Komentarze
Prześlij komentarz